czwartek, 2 marca 2017

Kryptonim WUNDERLAND (9)



Rozdział 9: Uranowy szlak Nibelungów

* Walka o strategiczne surowce trwa * Ślady wiodą do Jachymowa * Poszukiwania w Beskidach, Górach Świętokrzyskich i Tatrach * Co tak dużo tych bunkrów? * Baza Spała-Konewka-Jeleń * Niebezpieczny ładunek pociągów pancernych *


Odetchnijmy trochę od Sudetów i przenieśmy się gdzie indziej. Niemcy w wielu miejscach okupowanych krajów pracowali nad swymi "cudownymi" broniami i pozyskiwali rudy pierwiastków niezbędnych w technologiach jądrowych, bowiem dyskoplan V-7 - który jest głównym bohaterem niniejszej pracy - potrzebował ich zarówno do własnego napędu, jak i jako materiału wybuchowego BMR.

W czasie II wojny Niemcy prowadzili poszukiwania rud metali nieżelaznych na wielką skalę w związku z głodem surowcowym, który zmuszał do zmian w ekonomii Rzeszy i szukania coraz to innych zamienników - stąd Niemcy stali się mistrzami erzatzów. Pomimo tej pożytecznej umiejętności, również i do zamienników potrzebne były różnorodne surowce i trzeba było prowadzić nieustanne poszukiwania coraz to nowych źródeł zaopatrzenia.
Zgodnie z opowiadaniami mieszkańców Beskidów, tam również prowadzono intensywne prace poszukiwawcze rud uranu i innych. Miały one miejsce w rejonie Bystrej Podhalańskiej, Osielca, Sidziny (w okolicy Sidziny są dwa gorące źródła, co mogło wskazywać na obecność struktur podobnych do utworów Gór Kruszcowych lub Karkonoszy, gdzie znajdują się rudy uranu) oraz Żarnówki i Zawoi. Wszędzie tam, gdzie prowadzono poszukiwania - jeśli wierzyć byłym żołnierzom AK z tamtego terenu - znajdują się kamieniołomy. Po wojnie poszukiwania te kontynuowali specjaliści z Armii Czerwonej i ich działalność trwała do 1950 roku.

Wywiad AK śledzący działalność Niemców w Beskidach uzyskał informacje o poszukiwaniach rud manganu, uranu, molibdenu i tytanu. Między innymi szukano tych rud w rejonie Babiej Góry w Beskidzie Wysokim. Ślady tych poszukiwań możemy jeszcze dziś oglądać w pobliżu kopuły szczytowej Diablaka i Cylu, a także przy przełęczy Brona. Na szczęście tu i w innych miejscach tego rejonu uranu nie znaleziono, a flisz karpacki nie odpowiadał strukturom uranonośnym Jachymova. Tak brzmiała opinia niemieckich geologów zgodnie z twierdzeniami Tadeusza Łukawskiego z Jordanowa i Józefa Mędrali z Makowa Podhalańskiego, z którymi rozmawialiśmy na ten temat.

Jachymov jest typowym przykładem potwierdzającym, że Niemcy byli doskonale poinformowani o zasobach rudy uranowej w tym rejonie Gór Kruszcowych w Czechach. Pozyskiwanie radu z rudy uranowej Jachymova zaczęło się już od 1900 roku, a w 1939 roku osiągnęło poziom 1/3 produkcji światowej. Do Jachymova ciągnęły uczonych odkrycia prof. Otto Hahna i jego współpracowników z Keiser Wilhelm Institut w Berlinie, którym było rozszczepienie jądra uranu. To właśnie w Jachymovie prof. Hahn otrzymał 5 ton radioaktywnego materiału, z którego uzyskał i oddzielił 0,5 g protaktynu (Pa). Jego próby w grudniu 1938 roku, na krótko po zajęciu przez Niemców Jachymova, prowadziły prosto do zbudowania "urządzenia uranowego" (czyt. reaktora jądrowego), w którym jako paliwa miano używać uranu wyodrębnionego z rudy uranowej przez firmę Degusa.

W Żarnówce nie ma wprawdzie kamieniołomu, ale podobno - zgodnie z twierdzeniami tamtejszych mieszkańców - w lasach Przysłopskiego Wierchu można jeszcze znaleźć resztki wież wiertniczych, przy pomocy których prowadzono odwierty badawcze. Natomiast inna wersja mówi, że wieże te rozmontowano i wywieziono w nieznanym kierunku.

Kolejnym miejscem, gdzie Niemcy szukali uranu, były Tatry, a dokładniej - rejon kamieniołomu "Księżówka", Dolina Białego, Stara Robota, Kominiarski Wierch (Kominy Tylkowe), Kopa Magury i prawdopodobnie również Kopa Kondracka. W Wysokich Tatrach poszukiwania prowadzone były w rejonie turni Mnicha nad Morskim Okiem i Czarnego Stawu pod Rysami. Nie mamy informacji na temat takich poszukiwań w Tatrach Słowackich, ale są pewne przesłanki, że miały one i tam miejsce. Ich wyniki musiały być w każdym z tych miejsc zerowe, bowiem w Tatrach nie ma złóż uranu i toru. Do dziś można spotkać tunele i szybiki wycięte w skale, ale może poszukiwacze niemieccy szukali w Tatrach nie tyle rud uranu, co raczej... wejścia do podziemnego państwa Agharty, podobnie jak w okolicach Aggtelek na Węgrzech i w Słowackim Krasie? 

Natomiast rudy uranowe z domieszkami hematytu, syderytu i pirytu (Fe2O3; FeCO3 i FeS2) znajdują się w Rudkach k/Nowej Słupi, Daleszycach i Bodzentynie w Górach Świętokrzyskich. NB - jak wynika z materiału statystycznego zgromadzonego przez świetnie zapowiadającego się małopolskiego ufologa Bartosza Soczówkę z MKM UFO "Spodek" w Miechowie, właśnie w tamtych okolicach często obserwuje się NOLe. Fakt ten może potwierdzać domniemanie, że nasze złoża uranowo-torowe są monitorowane przez Obcych. Niemcy także musieli wiedzieć o tych złożach (małych, bo małych, ale zawsze) i mając nadzieję na więcej wybudowali awansem kompleks przetwórczy tych rud w rejonie Spały-Konewki i Jelenia. Ale o tym będzie później.

Również w Beskidzie Małym znajdują się niewielkie złoża żelaza w postaci syderytu i limonitu w okolicach Łamanej Skały (Madohory), a w Krzeszowie wytapiano rudę. Niemcy mieli nadzieję, że tam - podobnie jak w Górach Świętokrzyskich - będą złoża rud uranowo-torowych. Niestety zawiedli się, bowiem Beskid Mały jest młody, trzeciorzędowy, zaś Góry Świętokrzyskie liczą sobie ponad 700 mln. lat. Złoża uranu nie byłyby w stanie się utworzyć. Mimo to jednak i tu również Niemcy przygotowywali grunt do wydobycia. Wysiedlano ludzi, oczyszczano teren i przygotowywano przedpole pod płaszczykiem akcji wymierzonych przeciwko partyzantom AK. Wprawdzie w Beskidzie Małym przebiegała granica pomiędzy Rzeszą a Generalną Gubernią, ale to nie tłumaczy tak krwawych akcji pacyfikacyjnych - jest również drugie dno tej sprawy.

Szkoda, że nie dysponujemy kompletnymi informacjami, ale to przecież zrozumiałe w sytuacji, gdy coraz jest mniej naocznych świadków tych wojennych wydarzeń. Ludzie umierają i nie pozostawiają swych wspomnień, no - może czasami powiedzą coś swym dzieciom i wnukom - tych zaś, niestety, historie sprzed lat wcale nie interesują. Dlatego nie moża się dziwić, że w ciężkich czasach historii, gdy żołnierze AK byli prześladowani przez komunistyczny aparat władzy, wszelkie informacje o niemieckich poszukiwaniach surowców zatraciły się w przepaści czasu. Istnieją obawy, że już nigdy nie dowiemy się, co się konkretnie działo w czasie wojny w Beskidach, Tatrach i Górach Świętokrzyskich. Informacje te wyłuskujemy jak grudki złota z relacji żołnierzy Armii Krajowej (batalionu "Harnasie") operujących na tamtych terenach.

O kompleksach bunkrów Spała-Konewka-Jeleń obszernie wypowiadał się red. Bogusław Wołoszański w programach z cyklu "Sensacje XX wieku" i "Encyklopedia II wojny światowej". W swym materiale filmowym pokazał on ogromne bunkry przypominające Wolfschanze, czyli "Wilczy Szaniec" Hitlera. Reportaż sugeruje, że w Spale-Konewce i Jeleniu wzniesiono kompleks kwatery Hitlera przed inwazją na ZSRR. Nie jest to prawdopodobne, ponieważ w świetle znanych nam faktów, to właśnie Związek Radziecki gotował się do ataku na Niemcy i na całą Europę. Poza tym, tych "wilczych szańców" było w Polsce trochę za dużo, choć oczywiście koło Gierłoży i dalej, w kierunku na Węgorzewo i Ełk wybudowano pomniejsze "szańce" dla Himmlera, Göringa i innych hitlerowskich bonzów. Dlatego nie można mówić tylko o Gierłoży k/Kętrzyna jako o kwaterze Hitlera, lecz o całym kompleksie kwater głównych OKH, OKL oraz SS i policji, rozciągającym się od Kętrzyna po Węgorzewo i Ełk. Obecnie każda miejscowość, w której znajdują się poniemieckie bunkry, pragnie widzieć w nich kwaterę Hitlera - a jest ich co najmniej 15!

W roku 1997 przedstawiliśmy tę argumentację red. Wołoszańskiemu z dopiskiem, że budowle Spały-Konewki-Jelenia przypominają dość dokładnie bunkry Gór Sowich, a te ostatnie przypominają budowle w Los Alamos i Almanogordo. Czyż trzeba coś więcej dodawać?

Nasze uwagi oparliśmy przede wszystkim na informacjach o rafinacji i wzbogacaniu rud uranu. Dlaczego? Dlatego, że:
1. Cała budowla, a raczej kompleks budowli, składa się z potężnych, żelazobetonowych konstrukcji, których grubość wynosi ponad 2 m i to w takim miejscu, gdzie nie groziło bombardowanie lub silny ostrzał artyleryjski.
2. Wszystkie drzwi były wykonane ze stali lub ołowiu oprawionego w stal. Były one wodo i gazoszczelne. Niestety, niczego więcej nie można na ich temat powiedzieć, bo zostały wywiezione do ZSRR. O ich ciężarze i wielkości można wyrobić sobie niejaki pojęcie na podstawie rozmiarów i masywności zawiasów oraz obrzeży framug.
3. Jak widać na filmie, cały kompleks jest zalany wodą. Obecność tak wielkich ilości wody może oznaczać, że służyła ona do celów przemysłowych, za czym następuje wniosek, że kompleks mógł służyć jako rafineria "ciężkiej wody" lub zakład floatacji rudy.

Za tą ostatnią hipotezą przemawia fakt, że zakład został umiejscowiony w dorzeczu Pilicy i niedaleko od potencjalnych kopalni uranu w Górach Świętokrzyskich.

Jakie są podstawy tych przypuszczeń? Częściowej odpowiedzi udziela prof. dr. Zofia Kielan-Jaworowska, która w swej książce pt. "Przygody w skamieniałym świecie" podaje następującą informację:
"Na przełomie XIX i XX wieku w Górach Świętokrzyskich pracowali dwaj geologowie obcego pochodzenia: Niemiec, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, dr. Georg Gürlich i Rosjanin, Dymitrij Soboljew zatrudniony wtedy na Politechnice Warszawskiej."

A zatem wiemy już skąd Niemcy i Rosjanie wiedzieli o uranie w Górach Świętokrzyskich, którego złoża - według specjalistów jest to niskoprocentowa ruda - znajdują się w okolicach Rudek, Miedzianej Góry, Miedzianki, Daleszyc, Bodzentyna i Winnego. Co ciekawe, są to dwa bardzo silnie radioaktywne minerały: autunit [Ca(UO2PO4)2 x 8-10 H2O] i torbenit [Cu(UO2PO4)2 x 8-10 H2O]. Autunit jest niemal tak samo radioaktywny jak uraninit [UO2 i UO3], zaś torbenit zaledwie trzykrotnie mniej. A więc te złoża nie są tak ubogie, jak to przedstawiano w polskiej prasie popularnonaukowej.

Oczywiście Niemcy wiedzieli o tych złożach i zamierzali je wykorzystać do własnych celów, ale na drodze stała im polska, bardzo silna partyzantka, która dawała im się solidnie we znaki. Tymczasem lokalizacja kompleksu znajdowała się poza strefą działania partyzantki z Gór Świętokrzyskich.

Jednakże jak było naprawdę nie dowiemy się już nigdy, bo wszystko co się dało rozebrać i wywieźć zostało przetransportowane do Rosji w latach 1945 - 1950. Pewne wnioski można wyciągać jedynie na podstawie podejrzanej aktywności sowieckiego wywiadu wojskowego w tamtym miejscu. Skąd GRU wiedziało, że tam właśnie znajduje się coś ciekawego? Zapewne z czasów "braterskiego" okresu współpracy pomiędzy RSHA i NKWD w latach 1939-41 w ramach paktu Hitler-Stalin. GRU posiadało również informacje ze swoich rezydentur w USA i w Wielkiej Brytanii, a także w innych krajach. Dzięki temu Rosjanie mogli niemal natychmiast postawić na nogi swój instytut atomowy a Agudzerze, a w cztery lata po USA zdetonować swą bombę A. Po tym wydarzeniu, konstrukcja i odpalenie bomby termojądrowej czyli H, było jedynie kwestią czasu. W momencie, kiedy Amerykanie testowali na Enivetok swe "urządzenie termonuklearne" o zawrotnej masie 60 ton, Sowieci dysponowali już normalną bombą H, którą można było zrzucić na cel z samolotu, bądź przenieść przy pomocy rakiety. A zatem, akurat odwrotnie niż to nam przedstawiała peerelowska propaganda.

Polscy badacze: Juliusz Szymański, Mariusz K. Sawiczki i Krzysztof Pietrzak w swej pracy pt. "Niemieckie stanowisko dowodzenia Jeleń-Konewka", którą poznaliśmy dzięki uprzejmości mgr. Siorka, twierdzą, że baza ta była de facto stanowiskiem dowodzenia. Punktem wyjścia do tego twierdzenia było istnienie większej liczby takich stanowisk, m.in. Kętrzyn, Stepino, Strzyżowo itp., co miało wynikać z obsesji Hitlera na tle swojego bezpieczeństwa. Hitler rzeczywiście miał taką obsesję, dlatego nie latał samolotami i z niechęcią podróżował pociągami i samochodami pancernymi. Pociągi te oczywiście istniały - były to sztabowe i uderzeniowe jednostki: "Amerika" (Hitler), "Asien" (Göring), "Afrika" (Keitel), "Befehlzug" (Himmler), a także "Heinrich", "Westfalen" (Ribbentrop) i "Atlas" (Oberkommando der Wehrmacht - OKW).

Budowę omawianego kompleksu rozpoczęto w 1940 roku mimo, że był już wybudowany bunkier "kolejowy" przystosowany do przyjmowania pociągów pancernych hitlerowskich bonzów. Podobnie było i w Jeleniu. Na podstawie faktu istnienia bunkrów kolejowych wymienieni powyżej autorzy doszli do wniosku, że tam właśnie Niemcy dokowali swe pociągi, przy czym pominięto milczeniem fakt, że pociągi te załadowywano i rozładowywano i ten ładunek musiał być wyjątkowo niebezpieczny, bo środki bezpieczeństwa można porównać tylko z tymi, które były stosowane w "Der Riese". Poza tym, podobnie jak w "Der Riese", znajdowały się tam rezerwy wody. Jest zupełnie możliwym, że i tutaj skonstruowano reaktor jądrowy. Świadczyć o tym mogą różne znaleziska, m. in. fragmenty rurek, które mogły służyć za wymienniki ciepła do pierwotnego i wtórnego chłodzenia reaktora. Jak to naprawdę wyglądało, nie wiemy, bo co się dało, to zostało wywiezione do ZSRR, ale i to, co zostało, nie musi świadczyć, że były to zakłady lub montownie silników lotniczych BMW, Askania albo IG Farben. Zachowane resztki armatur wodnych i inne urządzenia hydrotechniczne są zupełnie takie same jak w "Der Riese". Autorzy podają wielce interesującą informację, a mianowicie, że konstrukcje betonowe miały grubość 2,5 m. Po co?

Zagadek jest naprawdę dosyć, a wydaje się, że nie ma im końca. Obawiamy się, że eksploratorzy z wrocławskiego "Exploratora" i łódzkiego "Labiryntu" nie dojdą przeznaczenia tych budowli, ani nie dotrą do ich dna. A przecież są one jedynie ogniwem w ogromnym łańcuchu różnych dziwnych budowli, jakie powstały w czasie II wojny światowej. Jak widzimy, w tle okropieństw tej wojny odbywał się wyścig służb "cichego frontu". Tę rundę wygrali Rosjanie, którzy wywieźli wszystkie tajemnice do siebie, aby je wykorzystać do dalszej wojny z resztą świata w celu stworzenia jednej wielkiej światowej Republiki Rad.

Wróćmy na moment do Tatr. Nasuwa się pytanie czy hitlerowcy w Tatrach nie szukali także... Księżycowej Jaskini, o której od dawien dawna wiedzieli słowaccy górale - artefaktu po poprzedniej supercywilizacji. Hitler wierzył w istnienie podziemnego państwa Agharti, o którym pisał swego czasu polski pisarz, obieżyświat i awanturnik, Antoni Ferdynand Ossendowski. Hitler musiał znać jego książkę "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" i zapewne dlatego chciał znaleźć wejście do tego podziemnego świata. To wejście mogłoby znajdować się w Tatrach, ale nie Bielskich, lecz w Zachodnich, w gmachu skalnym Czerwonych Wierchów. W ramach PROJEKTU TATRY wykazano, że właśnie tam dzieją się dziwne rzeczy: znikają ludzie, umierają doświadczeni turyści z nieznanych przyczyn, a nad skałami ukazują się NOL-e.

Gdy połączymy linią prostą Czerwone Wierchy z kompleksem jaskiń Domica-Baradla, gdzie Hitler kazał swoim speleologom szukać wejścia do Agharti, a następnie przeciągniemy ją w drugą stronę, to przetnie ona płd-zach. stok Babiej Góry, gdzie ponoć ma znajdować się tunel wspominany przez prof. dr. Jana Pająka, w którym miały się poruszać pojazdy jakiejś podziemnej cywilizacji. Przedłużenie tej linii dalej, ku płn-zach. zaprowadzi nas w pobliże Łamanej Skały w Beskidzie Małym. Ale o tym w następnym rozdziale.